MARCIN BALANA
„Jestem gruby? Nieee… jest mnie po prostu więcej do kochania!”
Tego typu teksty stosowałem przy każdej nadarzającej się okazji… do pewnego czasu, kiedy to wybrałem się z moją dziewczyną w góry i okazało się, że więcej ciałka to niekoniecznie zaleta. Całą trasę przewidzianą na 5,5h pokonałem w niecałe 10.
Nawet najprostsze podejście sprawiało mi nie lada kłopot. To był ten moment, w którym zdecydowałem, że najwyższa pora skorzystać z wiedzy profesjonalistki. Oficjalne ważenie nie napawało optymizmem. Wyrok – 97,7kg i nadwaga. Przepisana dieta, silna motywacja ze strony pani Pauliny oraz widoczne efekty już po kilku dniach walki ze swoimi przyzwyczajeniami sprawiły, że zacząłem wierzyć w sukces. Początkowo było ciężko. Zakaz jedzenia po godzinie 20, zmiany godzin i zmiany w jakości spożywanych posiłków były prawdziwą próbą siły charakteru. Okazuje się, że wysiłki nie poszły na marne. Dzisiaj jestem 10kg chudszy, zadowolony z własnej figury (a jeszcze nie jest idealna) i dużo bardziej pewny siebie. Co ważniejsze, trasę przewidzianą na 5,5h pokonuję w 5!







jadłospisie osiągnę wymarzona sylwetkę. I tym sposobem jadłam 3 posiłki dziennie. Mam za sobą „eksperyment” z herbalife, dietą kopenhaską, dietą Dukana, środkami przyśpieszającymi spalanie tłuszczu i tymi, ułatwiającymi trawienie i jeszcze nie wiadomo z czym. Gdybym powiedziała, że nie było efektów skłamałabym. Były, owszem, i to jakie …., ale były też skutki uboczne.